
Niedawno informowaliśmy o nieciekawej sytuacji związanej z niepełnym oznakowaniem szlaków wodnych Wielkich Jezior Mazurskich znakami kardynalnymi. Nie wynika to jednak z zaniedbania przez Mazurskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe, ale z braku środków finansowych na odnowienie uszkodzonego oznakowania.
Mazurskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe (MOPR) alarmuje, że pieniędzy na podstawową działalność jest drastycznie za mało, co stawia pod znakiem zapytania skuteczność ochrony życia i zdrowia żeglarzy w nadchodzącym sezonie.
Finansowa przepaść
Sytuacja finansowa MOPR-u przypomina obecnie walkę z potężnym szkwałem przy dziurawym kadłubie, a liczby nie pozostawiają złudzeń co do skali problemu. Aby zapewnić pełne i profesjonalne bezpieczeństwo na całym szlaku, organizacja potrzebuje rocznie od 2 do 3 milionów złotych, tymczasem dotacja otrzymywana od wojewody wynosi zaledwie niespełna 500 tysięcy złotych.
Ta gigantyczna luka finansowa przekłada się na realne braki, które uderzają w same fundamenty formacji, ponieważ brakuje środków nie tylko na nowoczesny sprzęt i bieżące naprawy jednostek pływających, ale przede wszystkim na godziwe pensje dla ratowników, którzy każdego dnia ryzykują życie dla innych.
Czarne chmury nad zatoką Łuknajno
Najbardziej niepokojącym i widocznym sygnałem drastycznych cięć budżetowych jest konieczność rezygnacji z części oznakowania nawigacyjnego na jeziorach. Od kilku tygodni ratownicy przygotowują znaki kardynalne, czyli charakterystyczne czarno-żółte tyczki wskazujące bezpieczną stronę omijania przeszkód, jednak już teraz wiadomo, że w tym roku mapa bezpieczeństwa Mazur będzie miała niebezpieczne „białe plamy”.
Prezes MOPR, Jarosław Sroka, otwarcie przyznaje, że z powodu braku funduszy znaki ostrzegające przed wypłyceniami i kamieniami nie pojawią się w zatoce Łuknajno oraz na północnych odcinkach szlaku, co dla mniej doświadczonych wodniaków stanowi bezpośrednie zagrożenie uszkodzenia jednostki lub wypadku.
„Poinformujemy wodniaków” – czy to wystarczy?
Ratownicy starają się minimalizować ryzyko i zapowiadają, że będą szeroko informować o brakach w oznakowaniu, licząc na rozwagę osób wypoczywających nad wodą. Choć komunikaty o niebezpiecznych miejscach mają trafiać do turystów, trudno oczekiwać, by teoretyczna wiedza zastąpiła fizyczne zabezpieczenie szlaku w warunkach złej widoczności czy nagłego załamania pogody.
Obecny system finansowania ratownictwa wodnego, oparty na drastycznie niskich dotacjach, zdaje się nie przystawać do realiów regionu, który co roku odwiedzają setki tysięcy ludzi.
Jeśli sytuacja nie ulegnie poprawie, mazurscy ratownicy staną przed niemożliwym zadaniem łatania dziur w systemie własnym poświęceniem, podczas gdy bezpieczeństwo na wodzie powinno być gwarantowanym standardem, a nie kwestią brakujących funduszy.






Serwis mazury24.eu nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy i opinii. Prosimy o zamieszczanie komentarzy dotyczących danej tematyki dyskusji. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.
Artykuł nie ma jeszcze komentarzy, bądź pierwszy!